Słyszy się niekiedy wypowiadanie przekonanie, że gdybyśmy żyli w Palestynie czasach publicznej działalności Pana Jezusa, wtedy na pewno bez większej trudności uwierzylibyśmy w Niego jako Mesjasza. Podobnie, gdyby Jezus pozwolił na jakiś wyraźny cud dziejący się dziś na naszych oczach, wtedy nasza wiara w Jezusa byłaby dużo łatwiejsza, wręcz bezproblemowa. A jednak rzeczywistość okazuje się dużo bardziej złożona niż nam się wydaje.
Bliskość Jezusa, Jego obecność w życiu codziennym nie były dla mieszkańców wspomnianych dzisiaj w Ewangelii miast powodem do spontanicznego przyjęcia Jego misji i okazania postawy wiary. Nawet cuda, które dokonały się w Kafarnaum, Betsaidzie i okolicach nie poprowadziły do nawrócenia ich mieszkańców. Gorzkie słowa Jezusa skierowane do swoich sąsiadów, towarzyszy jego dzieciństwa i młodości, wyrażają żal, że nie skorzystali z wyjątkowej szansy, jaką był czas Jezusowego pobytu i cudotwórczej działalności pośród nich. Boleśnie musiały zabrzmieć im w uszach słowa porównania tych ziem do sytuacji Sodomy, Tyru i Sydonu – miast określanych w Biblii jako synonimy grzechu, obraz postaw sprzecznych z Bożym Prawem por. np. Iz 23, 1-18; Rdz 19, 1-29). To prawda, że Bóg posyłał do ich mieszkańców proroków i wzywał do nawrócenia ostrzegając przed Bożym sądem, ale to wołanie ograniczało się do słów i nie wiązało się z cudownymi znakami. Mieszkańcy Jezusowej „małej ojczyzny” usłyszeli natomiast zaproszenie do nawrócenia potwierdzone i wzmocnione licznymi cudami. Jednak to wołanie pozostało na zewnątrz ich serc. Otwartość serca na to, co Bóg mówi i na znaki, które pozwala dostrzec jest czymś od czego zaczyna się proces nawrócenia. Zatem proces ten zaczyna się wewnątrz człowieka. Jeśli serce jest zatwardziałe, żaden cud nie będzie wystarczająco „mocny”, by poprowadzić do przemiany życia.
Jesteśmy obdarowani jeszcze bardziej niż Jezusowi sąsiedzi. Oprócz świadectw o Jego znakach i cudach, dokonanych nad Jeziorem Tyberiadzkim dociera do nas prawda o Jezusowym zmartwychwstaniu. Przekaz Nowego Testamentu potwierdzają wieki historii Kościoła i świadectwa pokoleń chrześcijan – męczenników i wyznawców. Módlmy się nie tyle o spektakularne „znaki z nieba” ile o uszy otwarte na Jezusowe słowa i serca otwarte na coraz głębszą przemianę. Wtedy otworzą się nam oczy i zobaczymy, jak Jezus przechodzi przez „naszą Galileę” i zrozumiemy, jakie wezwanie kieruje On do nas przez drobne i wielkie znaki, jakie dzieją się w naszym życiu dwadzieścia wieków po Jego zmartwychwstaniu.
ks. Adam Łuźniak
Source: czytanie