Chrystus zawsze przychodzi przed czasem. Jest zawsze za wcześnie. Pojawia się za szybko… Przecież powinien jeszcze trochę poczekać, wstrzymać się, nieco opanować… Powinien dać mi czas, żebym się lepiej przygotował, godniej usposobił, powymiatał brudy, uporządkował wszystko… To w końcu Jezus, nie byle kto, trzeba Go jakoś przyjąć, pokazać się, żeby nie było wstydu…
A On przychodzi pomimo to, przychodzi za wcześnie, zanim zdążę się przygotować, posprzątać, uporządkować, bo… On nie przychodzi na gotowe, które zresztą nigdy takim nie będzie. On przychodzi do mojego nieładu, do mojego chaosu, bałaganu. Przychodzi do mnie niegotowego, nieprzygotowanego. Przychodzi do mojej nędzy, biedy, kruchości. Przychodzi przed czasem. Przychodzi… żeby się tym wszystkim zająć.
Jezus przychodzi…
o. Maciej Sierzputowski CSSp
Source: czytanie