Istotnie śpiewamy z wiarą: „Tyś wielką chlubą naszego narodu” i myślimy o tej niewieście z Apokalipsy, która króluje, panuje, obleczona w słońce, księżyc pod jej stopami, a wieniec z gwiazd dwunastu nad jej głową.
To ona przynosi nam, pokazuje na niezwykłą ikonę, na Jezusa, który jest obrazem Boga niewidzialnego, jak podpowiada apostoł Paweł w liście do Kolosan.
Siłą rzeczy, w tę uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski, trzeba nam stanąć pod krzyżem i odnaleźć się w doborowym towarzystwie Matki Jezusa, siostry matki Jego, w towarzystwie żony Kleofasa i Marii Magdaleny.
Ciągle się zastanawiają, ile kobiet pod krzyżem było: trzy czy cztery, ale to niech oni, znawcy Pisma, rozstrzygną. My natomiast skupmy się na tym, co się dzieje, na tym testamencie z krzyża.
Maryja zostaje oddana najmłodszemu uczniowi, który symbolizuje Kościół. Wziąć do siebie Maryję, jak Józef, jak Jan. To jest też niezwykły dowód na to, że nie było bliskiego rodzeństwa Jezusa, że oto Jan, najmłodszy z apostołów, otrzymuje pod opiekę Najświętszą Maryję Pannę.
Kiedy wpatrujemy się w ukrzyżowanego, kiedy stajemy przy boku Matki i patrzymy na dzieje naszego narodu, to przyznajemy ojcom rację, że wolność krzyżami się mierzy, że tyleś Matko wycierpiała, stojąc pod krzyżem.
Bo będziemy śpiewać z dawna Polski Tyś Królową, a to taka współczesna, jak podpowiadał Jan Paweł II, Bogurodzica, czyli hymn na te czasy, kiedy walczymy o przekaz wiary w naszych rodzinach, żeby ta wiara nie została utracona, zapomniana, porzucona. I tutaj Najświętsza Maryja Panna, którą my nazywamy Królową, a Biblia nazywa Służebnicą, przychodzi nam z pomocą.
ks. Wenancjusz Zmuda
Source: czytanie