Kiedyś ukułem takie powiedzonko – franciszkanin patrzy na to, na co już nikt nie patrzy. Tak odpowiadałem tym, którzy żartowali sobie ze mnie, że przyciągam, mówiąc delikatnie, „oryginałów”.
Kamień odrzucony przez budujących, stał się kamieniem węgielnym… Czasem naprawdę sobie myślę, że gdyby Jezus przyszedł dziś w taki sposób, jak niegdyś, to nie zauważylibyśmy Go. Zbyt zajęci swoimi sprawami, pochłonięci obowiązkami, albo przyjemnościami, nie mamy czasu, żeby słuchać jakiegoś człowieka, który zmuszałby nas do zatrzymania. A On nie organizowałby spotkań na „Narodowym” i wielkich manifestacji wiary… Usiadłby z wędkarzami nad jeziorem i poszedłby pod sklep monopolowy. Przełamałby niechęć do knajackiego języka i wzbudził cały ogrom cierpliwości wobec pogubionych. On miałby czas. On słuchałby z uwagą.
Przyszedł do dzierżawców winnicy… Nie przewidział, że zginie? Brał to pod uwagę… A jednak przyszedł. Nie zrezygnował. I w tym nasza nadzieja. On nigdy nie rezygnuje…
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie