Nie był to czas na figi. Więc o co pretensje, Panie? Czy to nie trochę tak, jakby oczekiwać, że róże zakwitną w Suwałkach w styczniu? Albo że w październiku będziemy siać marchewkę z nadzieją, że w listopadzie wrzucimy ją do zupy? Nie czas, to nie czas…
„Problem” z TYM figowcem polegał na tym, że… były na nim liście. Oznacza to, że równocześnie winny się tam znajdować zalążki owoców, a nawet bardzo wczesne figi (zwane taqsz, które już nadają się do spożycia). A tam tylko liście. Miły szum i obietnica. A w konsekwencji wielkie rozczarowanie. Fakt, można było sobie pod tym drzewem posiedzieć, zrobić na nim domek dla dzieci, albo ściąć i ogrzać chałupę zimą. Ale figowiec istnieje po to, żeby rodzić figi. Jeśli ich nie rodzi, jaki sens ma jego istnienie?
Pozory. Życie, które nie wydaje spodziewanych po nim owoców. Puenta? Czy można obejść w jakiś sposób tę Jezusową? A może spróbujmy… Panie Jezu, przecież Ty nie jesteś taki, Ty byś nigdy nie przeklął człowieka, ty byś nigdy… Przecież Ty jesteś miłosierny, i taki fajny, i taki sympatyczny, i masz brodę i lubisz się uśmiechać… I można tak w nieskończoność. A Pan po prostu pokazuje jaki „owoc” przynosi bezowocność. Zasady wszczepione przez Niego w ten świat nie zmienią się tylko dlatego, że ktoś będzie je uznawał za nieistniejące, albo będzie sobie wyobrażał, że „wszystko jest jakoś inaczej” (wizualizował – to takie modne słowo).
Kolejny sezon na figi (słodkie owoce naszego życia) przed nami. Wszak lato za pasem. Przyniesie wreszcie refleksję nad tym po co żyjemy czy znów zadowolimy się szumiącymi liśćmi? Ładne to być może, ale całkowicie pozbawione sensu.
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie