Rozważanie na piątek, 26 czerwca 2026

Nie mów nikomu… Wszystko ma swój czas. I rozpoznanie właściwej chwili jest zasadnicze. Dotyczy to również… dawania świadectwa. Dziś panuje dość powszechne przekonanie, że jeśli doznałeś jakiejś łaski dzięki Bożemu miłosierdziu, to natychmiast powinieneś o tym mówić. Bo to po prostu wyraz wdzięczności. Wszystko niby się zgadza, tylko… Jezus wcale tego nie oczekiwał. Czasem wręcz nakazywał milczenie. Czasem polecał uczynić, coś wcześniej. Czasem odsyłał wyłącznie do swoich, do najbliższych. Może nauczył się tego w domu, od swojej Matki. Ona też nie biegała pośród sąsiadów i nie opowiadała o scenie zwiastowania każdemu, kto tylko chciałby posłuchać. A przecież to wielkie dzieła Boże! Czy nie powinny być znane? Nie biegała i nie „świadczyła” a przecież scenę zwiastowania znamy wszyscy. Bo Bóg wydobył ją na światło dzienne w taki sposób, w jaki sam chciał.
Wracam do rozeznania. Nie ma jednej, żelaznej reguły dla wszystkich. Niestety często wspomniane świadectwa, zwłaszcza na dużych spotkaniach modlitewnych, bardziej podkręcają emocje niż budują wiarę. Lubimy to – łzy, urywany głos, dużo słów rozpoczynających się od „nie”: nie-zwykłe, nie-prawdopodobne, nie-samowite, nie-wyobrażalne… Nie-najlepszy to jednak chyba sposób. Bo człowiek musi mieć czas – na przyjęcie łaski, ułożenie jej w sobie, objęcie jej w jakiś, nawet najbardziej podstawowy sposób swoim umysłem i sercem. Mniej emocji, a więcej rozsądku – to nigdy nie zaszkodzi wierze. A świadectwa? Koniecznie – w najlepszym, wybranym, stosownym czasie…
o. Michał Nowak OFM Conv

Source: czytanie