Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, trwa we mnie, a ja w nim… Ten, kto mnie spożywa, będzie żył przeze mnie…
Przyznam szczerze, że jako spowiednik, często doznaję swoistego dysonansu. Z jednej strony mamy w Kościele wielu ludzi spragnionych Eucharystii, którzy poprzez swoje wybory muszą się tymczasem powstrzymać od jej przyjmowania. Potrafią czasem mówić o tym z ogromną tęsknotą. A z drugiej strony mamy wielu takich, którym nic nie stoi na przeszkodzie i mogliby się nią karmić co dzień. A ci często dawkują sobie jej spożywanie i Panu Bogu się „nie narzucają”. Może prawdą jest stara, filozoficzna zasada, że byt docenia się w kontekście braku. Dopiero, kiedy czegoś nie mamy, przekonujemy się, jak bardzo tego potrzebowaliśmy. I często również, jak bardzo tego nie docenialiśmy…
Czasem myślę sobie co musiałoby się stać, żeby dzieci Kościoła zapragnęły tego chleba. Może brak tego codziennego, którego całe bochenki znajdujemy czasem na śmietniku, zweryfikowałby w nas przekonania na temat źródeł życia… A może inny brak – Internetu, sprawiłby jakieś powszechniejsze poszukiwanie sensu życia, a nie tylko emocji i wrażeń. A może… Ale czy to wystarczy? Bez wsłuchania się bowiem w słowa Jezusa, nigdy nie pojmiemy, że brak Eucharystii oznacza nasze powolne obumieranie…
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie