Mam współbrata, który ma takie swoje powiedzonko w brzmieniu – „a dusze giną”. Używa go jednak w najmniej adekwatnych sytuacjach (na przykład wsiadając na rower i ruszając na wycieczkę), co stało się raczej źródłem wielu anegdot, a samo powiedzenie przestało być dla wielu z nas nośnikiem niezwykle ważnej prawdy, którą wyraża.
Podobny proces erozji treściowej dokonuje się w słowach „kocham cię”. Pracowałem kilka lat w USA i słyszałem te słowa wiele razy dziennie – niekoniecznie adresowane do mnie – ale za to wypowiadane na zakończenie spotkań czy rozmów telefonicznych. Słowa, które stały się zwrotem grzecznościowym, odartym częstokroć z najgłębszej treści. Trudno zresztą o bardziej wieloznaczne słowo niż „miłość”. Dlatego tak niemądrym zwrotem jest „love is love” (miłość to miłość), które na swoich sztandarach wypisują środowiska homoseksualne. Zupełnie inaczej bowiem kochamy ojczyznę, inaczej ojca i matkę, a inaczej pieska czy lody waniliowe. Jeśli ostatecznie wszystko sprowadzi się do sportowego niemal turlania się w pościeli z kim popadnie, a taką tendencję w tym świecie dostrzegam, to dokona się swoista profanacja tego, co najświętsze w nas – bo do takich rzeczy należy nasza zdolność kochania.
Co więc ma na myśli Bóg, mówiąc o miłości? Jeśli masz w domu krzyż, to popatrz teraz na niego. To szczyt, ku któremu zmierzamy. Śmierć w męczarniach? Nie… Uznanie drugiego za ważniejszego od nas, aż do ofiary, aż do zapomnienia o sobie… Dlatego chrześcijaństwo jest tak wymagające – nie zadowala się schroniskiem u podnóża góry, ale wiedzie na jej szczyt. Tam czekają doznania, które uzasadniają i nagradzają trud wspinaczki.
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie