Może jednak tą Ewangelię trzeba nam czytać od końca. Mamy pytanie, “czy Syn człowieczy znajdzie wiarę, kiedy przyjdzie na ziemię”. Ale co my robimy, kiedy czekamy na Jego królestwo, które pośród nas jest. Czy my w dzień i w nocy wołamy do Niego, bo przecież mamy słowo które mówi: „czyż Bóg nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego”. Jaka jest nasza modlitwa? Czy ona w ogóle jest, czy mamy na nią czas, czy jest to modlitwa wstawiennicza za drugiego? Czy jest to modlitwa nieustanna? Czy zależy nam na relacji z Bogiem? Adorujemy nasze telefony, adorujemy nasze komputery, ale czy adorujemy Boga obecnego pośród nas w Najświętszym Sakramencie? Czy tracimy czas na wieczność, trwając przed Nim?
Czy jest w nas postawa ubogiej wdowy, która staje naprzeciw okrutnego sędziego, który Boga się nie boi i z ludźmi się nie liczy? Ona jest ‘u Boga’, ona całe zabezpieczenie ma w Panu. Ona potrafi być wytrwała, ona się naprzykrza swoją prośbą, by wziął ją w obronę.
Modlić się i nie ustawać, dzień po dniu, chwila po chwili. Mieć odwagę Boga zapraszać w swoją codzienność, w swoje problemy, w swoje życie. Bo oto królestwo Boże pośród nas jest.
Trzeba nam rozpoznawać znaki obecności Pana, który do nas i po nas przychodzi.
ks. Wenancjusz Zmuda
Source: czytanie