To nie pobożnie wypowiadane słowa modlitw, nie ich długość ani ilość. To nie religijna wiedza, umiejętność sprawnego dobierania słów. To nie poprawnie, zgodnie z instrukcją złożone ręce, zgięte kolana. To nie mistycznie uniesione oczy, machające z zamiarem uwielbienia, ręce. To nie decybele rozedrganych gitarowych strun wygrywających religijne szlagiery. To nie donośność głosu wykrzykującego „Chwała Panu!!!”. To nie ilość i długość modlitewnych spotkań. To nie te i wiele jeszcze innych gestów, słów, recytowanych formuł, religijnych postaw daje dostęp do królestwa niebieskiego… „Nie każdy, kto mówi Mi: Panie, Panie! , wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie”. Bo można robić to wszystko, można wręcz prorokować mocą imienia Jezusa i wyrzucać złe duchy mocą Jego imienia, i w Jego imię czynić wiele cudów i… mimo to nie znać Go w ogóle. Można być perfekcyjnie religijnym, liturgicznie nienagannym, dokładnie przepisowym, doskonale wiernym zwyczajom, zachowaniom, postawom i… nie znać Jezusa, nie mieć z Nim nic do czynienia, zupełnie nic. Nie mieć z Nim żadnego kontaktu, żadnej więzi. Bo człowiek religijny niekoniecznie jest człowiekiem wierzącym. Natomiast człowiek wierzący na pewno będzie też religijny.
o. Maciej Sierzputowski CSSp
Source: czytanie