Mamy w naszym zakonie wielkiego świętego – Józefa z Kupertynu, zwanego „świętym lotów”. Zdarzało mu się lewitować w różnych sytuacjach i okolicznościach. Jego przełożeni, czy to dla wypróbowania cnoty posłuszeństwa, czy dla ukrócenia nadzwyczajnych widowisk, które są tak chętnie oglądane przez gawiedź, zabraniali mu tego. On się dostosował. Do tego stopnia, że, jak mówi jedna z historii z jego życia, kiedy swego czasu przechodził w pobliżu budowy i jakiś pracownik właśnie spadł z rusztowania, Józef polecił mu, aby zatrzymał się w locie, bo sam musi iść i poprosić o pozwolenie na wzniesienie się, żeby uratować mu życie. Kiedy stosowne pozwolenie uzyskał, chwycił wiszącego w powietrzu człowieka i bezpiecznie sprowadził na ziemię. Heros posłuszeństwa…
Ale według Jezusa w dzisiejszym słowie, nie musiał chyba pytać. Nie trzeba bowiem prosić o zgodę na okazanie miłości komuś w sytuacji wyższej konieczności. Tak, jak dziecka, które wpadłszy do studni, nie zachęca się, żeby siedziało tam do poniedziałku, bo akurat wypada niedziela i prac niekoniecznych nie należy wykonywać, tak chorego, któremu można ulżyć w cierpieniu, nie należy zwodzić obietnicami „jutro” – Nie mów bliźniemu: «Idź sobie, przyjdź później,
dam jutro» – gdy możesz dać zaraz (Prz 3, 28). Miłość hierarchizuje przepisy prawa, a z rzeczy niekoniecznych, czasem (chyba nawet całkiem często), czyni rzeczy niezbędne. Teraz. Jezus uczłowiecza prawo. Czyż nie tego nam dziś bardzo potrzeba?
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie