Rozważanie na piątek, 17 października 2025

W świecie, w którym dominuje kult ciała i zdrowia, a dla wielu z nas wygląd ma dominujące znaczenie, słowa – nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało – brzmią, najdelikatniej mówiąc, dość obco. Jak nie bać się tych zabójców, drżąc przed zmarszczką, siwym włosem czy jednym, dodatkowym, czyhającym na nas kilogramem?
Wydaje się, że sposób jest jeden – porzucić ten zwodniczy kult. Nie dać mu się zdominować. Rozpocząć można od unikania reklam (kiedyś podczas nich szło się zrobić kanapkę), po drugie – pod żadnym pozorem nie oglądać „filmików kultycznych”, w których Influencerkabardzoznana przekona nas, że już jutro możemy być piękni i młodzi. Po trzecie – starzeć się z godnością. Smutny widok, gdy starzejący się (tak, bo my się starzejemy!!!) człek usiłuje wciąż grać młodzieniaszka. No i wreszcie, crème de la crème, często myśleć o śmierci – swojej własnej. I o tych wszystkich procesach, które po niej dotkną to wymuskane ciało.

Dlaczego dziś na tym się skupiam? Przecież chyba nie o tym ta Ewangelia… Ależ jak najbardziej o tym… O tematach zastępczych, o życiu „obok życia”, o możliwości przegrania wszystkiego, o marnotrawieniu czasu na zamartwianie się, o inwestowaniu w rzeczy niewiele warte, o przeakcentowaniu kwestii pobocznych.

Może więc nie tyle chodzi o to, żeby „ładnie wyglądać”, ale żeby „ładnie żyć” i żeby podobać się tylko Temu, kto ulepił nas własnymi rękami i w nas to życie tchnął. On jest tego wart i w Jego oczach trzeba nam się przeglądać. Od rana do wieczora. Nakładając sobie krem przeciwzmarszczkowy? A może zamiast tego…
o. Michał Nowak OFM Conv

Source: czytanie