Ewangelia dzisiejsza rozpoczyna się scena wyrażającą Jezusową pokorę i jest wyraźnie związana z tym, że Jezus Chrystus jest człowiekiem. Modlitwa Jezusa, bo o niej tu mowa, wyraża w Jego życiu potrzebę głębokiego związku z Ojcem w niebie. Skoro pokarmem Jezusa jest pełnienie woli Ojca, ciągłe rozeznawanie tej woli jest głęboką i stałą potrzebą. Z tego rozeznania zrodził się dopiero co zrealizowany cud rozmnożenia chlebów a czas spędzony dziś przez Jezusa w nocy na modlitwie wydaje się przedłużeniem dziękczynienia wypowiedzianego nad chlebami i rybami. Jezus przemierza Palestynę „wpatrzony” cały czas w niebo i wsłuchany w głos Ojca.
Ciąg dalszy historii związanej z powrotem uczniów w okolice Kafarnaum odsłania z kolei Bożą moc, którą dysponuje wcielony Syn Boży. Zarówno z punktu widzenia pogan jak i samych Żydów panowanie nad wodami, nad otchłanią morską, przekraczało ludzkie siły i kompetencje. Jezus kroczący po falach objawia się jako ktoś, kto dysponuje boską mocą. Możemy dziś podziękować Piotrowi, że tak wprost wypowiedział swoje pragnienie by przeżyć chodzenie z Jezusem po falach. Trudno powiedzieć, co bardziej nas zaskakuje – prośba Piotra, czy odpowiedź Jezusa. Oba aspekty wydarzenia są dla nas niewątpliwie źródłem nadziei i dają poczucie bezpieczeństwa.
Kościół jako wspólnota przeżywa na każdym etapie swej historii momenty, w których wiatr doświadczeń jest przeciwny, a Jezus wydaje się być nieobecny. Okazuje się, że jeśli wspólnota wierzących obiera kierunek przeprawy wynikający z Jezusowego polecenia, to jest On nieustannie obecny w jej wysiłkach modląc się za nią do Ojca w niebie. Gdy noc doświadczeń przedłuża się i nadzieja jest coraz trudniejsza do utrzymania, w najciemniejszych momencie Pan nadchodzi ze swoją mocą i prowadzi historię do szczęśliwego zakończenia. Tym, co jest źródłem mocy Kościoła jest wiara w Jezusa i trzymanie duchowego wzroku utkwionego w Nim. Często jesteśmy kuszeni do tego, by patrzeć bardziej na okoliczności niż na Pana. By porównywać nasze ludzkie siły z dynamiką otaczającej nas rzeczywistości. Zwykle rodzi to lęk w sercu, małoduszność i rezygnację – fale przeciwności manifestują wtedy całą swoją przemoc i nadludzką siłę. Tylko wzrok utkwiony w Jezusa i zasłuchanie w Jego głos jest źródłem bezpieczeństwa wspólnoty Kościoła i każdego z nas przemierzających ten świat w drodze ku Bogu. Gdy brak nam konsekwencji w słuchaniu Jezusa lub gdy tracimy lub utraciliśmy nadzieję, dzisiejsze Słowo zachęca nas, byśmy z całym zaangażowaniem i zaufaniem do Jezusa wołali: „Panie! Ratuj mnie!”, starali się chwycić Go za rękę lub dotknąć frędzli Jego płaszcza. Jedno i drugie Jezus uczynił dla nas dostępne w sakramencie Jego Ciała i Krwi.
ks. Adam Łuźniak
Source: czytanie