Jezus jest w tym dusznym domu w Kafarnaum, gdzie rzuca ogień swojego Słowa, – a na zewnątrz, w mroku niepewności, stoją Jego najbliżsi. Oni nie przyszli Go słuchać, – ale chcą Go wywołać, chcą Go „postawić do pionu”, bo w swoim ludzkim lęku myślą, że oszalał w tym totalnym oddaniu Bogu.
To jest dramat wielu z nas: Stoimy pół metra od ołtarza, trzymamy Boga w rękach, – a jednak wciąż jesteśmy „na dworze”, (lub „na polu” w Krakowie czy Tarnowie, – bo uważamy styl Jego bycia za wariactwo, które gubi człowieka. Jezus jednak redefiniuje wszystko, co wiemy o bliskości, i pyta z przeszywającą szczerością: „Któż jest moją matką?”. To nie jest akt niechęci wobec Maryi. – To jest niesłychana promocja każdego, kto czuje się nikim w anonimowym tłumie.
On wyciąga rękę nad uczniami. – To gest sakramentalny, tchnienie Ducha Świętego, który z szarej, bezimiennej masy tworzy rodzinę, gdzie każdy ma swoje miejsce i jest bezcenny. Możesz stać się dla Niego bratem, siostrą, a nawet matką, – jeśli tylko pozwolisz, by Ziarno Jego Słowa w tobie napuchło, pękło i urodziło się w konkretnym czynie.
W tej rodzinie nikt nie może być ojcem, bo ojcostwo należy wyłącznie do Boga, – ale my jesteśmy otwartym łonem, które przyjmuje życie, by podać je dalej. Twoje życie jest pustą gospodą, która potrzebuje tego Żywego Chleba, by nie umrzeć z głodu pośród markowych ubrań i lśniących ekranów.
Nawrócenie, jest bolesnym odrywaniem się od własnego „ja”, – by zamieszkać w Chrystusie na stałe, – a nie tylko wpadać do Niego z wizytą jak daleki krewny. On cię woła po imieniu z samej otchłani twojej nędzy, z tej miazgi twoich upadków, by przywrócić ci godność synowską i ubrać w najlepszą szatę.
o. Marcin Ciechanowski OSPPE
Source: czytanie