I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił.
Wszyscy mamy w sobie chromych, ułomnych niewidomych, niemych i wielu, wielu innych.
Każdy z nas jakoś kuleje, życiowo, duchowo. Są sytuacje i przestrzenie, gdzie poruszasz się z trudem, bardzo nieporadnie. Natychmiast się męczysz, blokujesz, potykasz, plączą ci się nogi, upadasz.
W każdym z nas jest jakaś ułomność, jakaś niedojrzałość, jakiś brak. Jest coś, co się w tobie nie rozwinęło, uschło, skarłowaciało, a może zostało zduszone, brutalnie stłumione.
Cierpimy na dziwną ślepotę. Niekiedy patrzysz i… kompletnie nic nie widzisz, albo widzisz źle, niewłaściwie, w sposób zupełnie pokrzywiony, jak w zdeformowanym lustrze. Niekiedy zupełnie mylą ci się proporcje. Coś małego widzisz jako wielkie, zupełnie cię przerastające, a to co rzeczywiście wielkie i ważne bagatelizujesz i pomniejszasz.
Nasza nieumiejętność wysławiania się. Ile razy nie wiedziałeś co powiedzieć? Milczałeś tam, gdzie powinieneś był zabrać głos, a odezwałeś się zupełnie niefortunnie i bez wyczucia wówczas, gdy powinieneś był milczeć? Albo użyłeś słów absolutnie niewłaściwych, które głęboko poraniły i skrzywdziły?
W tym adwentowym czasie warto wejść na górę, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyć ich wszystkich u stóp Jezusa.
Właśnie tam jest ich miejsce!!!
o. Maciej Sierzputowski CSSp
Source: czytanie