W synagodze, w miejscu, gdzie czytało się i tłumaczyło słowo Boże, słowo miłości, był człowiek, który miał uschniętą rękę. Uschnięta ręka. Obraz naszych ludzkich oschłości. Ręka, której nie można wyciągnąć, nie można podać. Ręka, którą nie można dotknąć, nie można przekazać uczucia, czułości. Ręką, która nie potrafi dawać.
Tego człowieka Jezus stawia na środku. To nie było dla niego łatwe. Wystawić się na widok wszystkich, obnażyć swoją niepełnosprawność. Napotkać oczy pełne obrzydzenia, niechęci, niesmaku.
Jezus patrzy dokoła z gniewem, zasmucony. Jakie to nasze! Jakie to ludzkie! Uczucia zupełnie przeciwstawne, które w niektórych sytuacjach budzą się w nas.
I wtedy Jezus go uzdrawia. W jaki sposób? Każe mu wyciągnąć rękę! Ale przecież to niemożliwe. Tej ręki nie można wyciągnąć. Tego nie da się zrobić!
Kiedy następuje uzdrowienie? Kiedy człowiek wyciąga rękę. On zdecydował się zrobić to, co było niemożliwe. I to, co było niemożliwe, stało się! Kiedy ty wyciągasz rękę, nawet jeżeli jesteś pewien, że to niemożliwe, że nie dasz rady, bo człowiek przed tobą bardzo mocno cię skrzywdził, głęboko zranił, ale mimo to, podejmując wysiłek, który oczywiście kosztuje wiele, mimo to wyciągasz ją, żeby pogodzić, żeby przywitać. Wyciągasz, żeby skrócić dystans, żeby dotknąć z czułością, przynieść ulgę. Kiedy twoją ręką błogosławisz, wtedy ona zdrowieje. Staje się znów zdrowa. Tylko wtedy.
o. Maciej Sierzputowski CSSp
Source: czytanie