Jak wychowywać na Samarytanina?
„Nie pytaj, kto zasługuje na twoją miłość, ale zapytaj siebie, kogo faktycznie kochasz?” – odpowiada Jezus na pytanie uczonego w Prawie. Świętej pamięci profesor Kudasiewicz zwykł nam powtarzać, nawiązując do Ewangelii o dobrym Samarytanie, że kochać to mieć dobre oczy, dobre serce oraz dobre ręce. Ja zaś dorzucę od siebie, że także mieć dobre kieszenie, w których nie ma węża, aby móc z nich wyjąć stosowną monetę lub banknot i przyjść z pomocą bliźniemu. W dzisiejszym społeczeństwie wiara jest zastępowana lub mylona z duchowościami bez Boga i transcendencji. Przypowieść o dobrym Samarytaninie ukazuje natomiast nierozerwalny związek miłości bliźniego z doświadczeniem miłości Boga i miłością do Boga. Bowiem wyłącznie dwukierunkowa Boża miłość pozwala krytycznie spojrzeć na siebie, dostrzec ułomności własnej natury, przyjąć prawdę o dwuznaczności wielu naszych „dobrych uczynków”, dać pragnienie prośby o przebaczenie oraz siły do przebaczania w obliczu doświadczonego zła.
Rozważana dziś Ewangelia rozpoczyna się pytaniem o życie wieczne, co jest znakiem, że jest wpisana w program katechumenatu. Łukasz przekazuje ją, aby formować jej słuchaczy i czytelników do wiary dojrzałej, do wiary, która daje życie wieczne. W takim kontekście Samarytanin staje się wzorem człowieka posiadającego wiarę dojrzałą, w której znajomość Boga i miłość do Niego owocują konkretnymi czynami miłości do bliźnich. Jego oczy dostrzegają realną rzeczywistość wokół niego, jego uczucia rodzą się nie przy oglądaniu wzruszających filmów lub przy lekturze książek, ale są odpowiedzią na poznaną prawdę o świecie, podejmowane zaś działania motywowane są pragnieniem autentycznego dobra dla drugiego człowieka. Kontekst opisanych wydarzeń przekonuje nas, że Samarytanin zmierza do Jerozolimy, aby czcić Boga (por. J 4, 20). W jego sercu i umyśle nie ma przewrotnego pytania, kto zasługuje na moją miłość oraz czy przypadkiem zajęcie się na pół umarłym nieszczęśnikiem nie przeszkodzi w „należytym oddawaniu czci Bogu”. Samarytanin jest świadkiem, że miłość do Boga i oddawanie Mu czci, są nierozerwalnie związane z miłością drugiego człowieka.
Ewangelia dobrego Samarytanina jest drogą formacji do dojrzałego chrześcijaństwa. Oczy, serce, ręce, relacja do pieniędzy, zaangażowanie, wytrwałość w podejmowanych działaniach, odpowiedzialność są konkretnymi obszarami wychowania do wiary dojrzałej. W takim wychowaniu nie ma miejsca na duchowe koncentrowanie się na sobie samym, na swoich przeżyciach lub odczuciach. Takie wychowanie nie pozwala na kompulsywne wydawanie pieniędzy na własne potrzeby, aby „faktycznie” ich nie mieć na pomoc bliźnim. Samarytanin jest obrazem autentycznego chrześcijanina. Dlatego stawia mi pytanie o to, jakie owoce rodzą się z mojej wiary, co jest jej celem, jakimi czynami przejawia się ona w mojej codzienności? Samarytanin prowokuje, aby odsłaniać nasze oczy, zasłonięte telewizyjnymi obrazami lub ekranami smartfonów. Uczy, aby nasze serca były wzruszone faktyczną biedą bliźniego, a nie zmanipulowanymi obrazami lub fikcyjnymi opisami literackimi. Wzywa do konkretnego działania, bez zrzucania odpowiedzialności na pomoc społeczną, Caritas, państwo i polityków. On pokazuje, jak używać własnych rąk, aby dotknąć słabości człowieka i wychowuje do autentycznej jałmużny oraz denuncjuje fikcję pustosłowia: „Jak kiedyś będę miał, to się podzielę”. Życie wieczne nie jest bowiem ideą, ale to rzeczywistość, która objawia się tam, gdzie my jesteśmy słabi, ale czynimy wszystko, by moc Boga pokonywała nasze słabości i ograniczenia. A pierwszym „Samarytaninem” historii jest sam Chrystus. jednak nie przez to, czego uczył i co nadzwyczajnego uczynił, ale poprzez całkowity dar z siebie samego na krzyżu.
ks. Maciej Warowny
Source: czytanie