Kilkadziesiąt lat temu Jezus powiedział do świętej siostry Faustyny – Ach, jak Mnie to boli, że dusze tak mało się łączą ze Mną w Komunii Świętej. Czekam na dusze, a one są dla mnie obojętne. Kocham je tak czule i szczerze, a one Mi nie dowierzają. Chcę je obsypać łaskami – one przyjąć ich nie chcą. Obchodzą się ze Mną, jak z czymś martwym, a przecież mam Serce pełne miłości i miłosierdzia. (Dz. 1447).
To objawienia prywatne, można a w nie wierzyć lub nie, ale trudno zaprzeczyć, że są one żywym echem dzisiejszej Ewangelii, wobec której człowiek wiary nie może przejść obojętnie.
Nasze parafie są zwykle liczone w tysiące, a codzienna Eucharystia gromadzi kilkanaście czy kilkadziesiąt osób… Co my rozumiemy z Ewangelii? Jakiego Jezusa znamy? Jakie jest Jego miejsce w naszym życiu?
Spieramy się o handel w niedziele, bo przecież mamy prawo również w tym dniu do „świeżego” chleba i mleka prosto z kartonika; do zleżałej kiełbasy „z lady” i kurczaka, który jakimś cudem uniknął ptasiej grypy… Na mieście dawne „jadłodajnie” zamieniły się w „pracownie kulinarne”, a programy o gotowaniu cieszą się niesłabnącą popularnością.
A na ołtarzach świata, CODZIENNIE całkowicie za darmo, bez łechtania podniebień i drażnienia kubków smakowych karmi nas Pan, gwarantując, że spożywając ten PRAWDZIWY pokarm dotrzemy do niebiańskiego szczęścia. Tylko głodnych zdaje się nie przybywać…
o. Michał Nowak OFM Conv.
Source: czytanie