Daj mi coś, czego nie potrzebujesz, a ja dam ci wszystko, czego pragniesz… To literacka fraza wkładana często w usta diabła. Rzecz jasna chodzi o duszę. Potaniały one na współczesnych rynkach… Kiedyś diabeł musiał się napracować, a jego kontrahenci mieli spore oczekiwania – miłość tej czy innej dziewczyny, niepowodzenie tego czy innego wroga, jakaś poważna funkcja, władza, przywileje… Dziś często wystarczy pieniążek – najlepiej duży, ale przecież nie będziemy wybrzydzać. Tak zbędnego zjawiska jak dusza, która jest tylko zawadą (choć nikt nigdy jej przecież nie widział) nie będziemy wyceniać zbyt wysoko. I w ten sposób diabeł stał się hurtownikiem. Skupuje je niczym złom i dopiero ogień objawi prawdziwą ich wartość.
Nawet gorliwi katolicy mają problem z właściwą orientacją… Sprawa sprzed kilku dni. Głęboko wierzący ludzie. Mąż pragnie zainwestować w bardzo ryzykowny biznes, w którym będzie musiał żyć kłamstwem i oszustwami podatkowymi. Żona protestuje – nie potrzebuję dobrobytu takim kosztem. Znajoma siostra zakonna (sic!) doradza – wszyscy tak dziś robią… I nie dotyczy to biednych ludzi, którzy nie mają na chleb dla dzieci. Znacie takie historie? Ja aż nazbyt wiele… I w jaki sposób trzeźwić posiadaczy dusz? Co musi się stać w ich życiu, żeby zrozumieli, że pełna miska i wakacje w Egipcie plus największa „plazma” na ścianie to nie wszystko, do czego stworzył ich Bóg? Jak nauczyć człowieka cenić własną duszę i nie pozwolić jej sobie zabrać oszustom? Powtarzać aż do utraty głosu, aż do szeptu, aż do znudzenia – co człowiekowi po tym, że cały świat zyska, jeśli na swej duszy szkodę poniesie? A, i jako regularny bywalec uroczystości pogrzebowych, zapraszam wszystkich – wybierzcie się. Nawet do zupełnie obcej dla was osoby. Przekonacie się, że trumna nie ma kieszeni. I może nawet pojawi się myśl – a co dalej? Co człowiek da za swoją duszę?
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie