Nie zawsze najważniejsze jest to, o co ludzie pytają, ale dlaczego pytają. Niejeden raz nie chce mi się gadać z kimś, kto zadając mi pytanie ukrywa w nim tak dużo pretensji, że pozwala mi ona podejrzewać, że mój rozmówca ma w sobie odpowiedź, której, choćbym nie wiem jak się starał, nie skoryguję. Ileż to razy pytanie było zawoalowanym ciosem, trudno skrywaną przemocą, jawnie brzmiącym zarzutem. A ty księżulku co powiesz? Wiadomo co powiesz – musisz tak mówić… Czasem jeszcze pojawia się element zmiękczający – ale prywatnie to co ojciec myśli? Tłumaczenie, że mam jedną osobowość i jestem spójnym człowiekiem, nie na wiele się jednak zdaje.
A jednak czuję, że trzeba rozmawiać (bardziej „czuję” niż mam na to ochotę – temperamentalnie nie jest to dla mnie łatwe). Czuję, że słowo mam moc, że może zostać namaszczone z wysoka, że Bóg potrafi trafić do drugiego słowem, które wypowiedzą moje usta. Nie dziś, nie jutro, ale może za rok, za pięć… Siew domaga się oczekiwania na wzrost – nie można spodziewać się dorodnej rośliny i owocu już jutro. Nie ja też muszę oglądać owoce…
Dlatego Jezus nigdy nie kapitulował, nie uciekał, nie unikał trudnych środowisk. Bywało, że podnosił głos, czasami mówił nader wyraziście i mocno. Ale zawsze z troską i miłością, której tylko od Niego można się nauczyć. A plan zajęć na dziś obejmuje „miłosierdzie w działaniu”. Oooo… To w sumie dobrze, bo tego świat oczekuje od chrześcijan, nieustannie ich do tego wzywa. Problem tylko w tym, że Jezus dźwigał leżących, a oczekiwanie dzisiejszego świata polega na tym, żebyśmy się pochylili i zapewnili ludzi, że… ładnie leżą. I o tym też trzeba mówić. Stojącym i leżącym…
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie