Bardzo rzadko już odwiedzam rodzinne strony. Skończyli mi się bliscy. Ale kiedy już tam jestem, to w zasadzie od lat towarzyszy mi zwykle całkowita obojętność ze strony mieszkańców mojego małego, rodzinnego miasteczka. Oczywiście w żadnym razie mnie to nie dziwi. Wyjechałem stamtąd niemal trzydzieści lat temu, wielu ludzi się tam wymieniło. Jedni umarli, inni przybyli. A ja nie jestem nikim znaczącym, żeby ktoś miał mi okazywać zainteresowanie. Nie odnajduję tam siebie, zatarły się wspomnienia, młodość dawno minęła. Czasami, podczas samotnych spacerów dawnymi ścieżkami, wracała mi w pamięci ta ewangeliczna wizyta Jezusa w Jego mieście. Sytuacja nieco inna – wszak odszedł niedawno, słyszeli o nim wiele, ale trudno im uwierzyć, bo znają Jego najbliższych. Wiedzą zatem, że… On nie może być kimś szczególnym. I nie jest. Nie może się stać „kimś szczególnym” dla nich. Tylko Jego Ojciec wie… Ten w niebie. Dla Niego takim pozostaje – szczególnym, umiłowanym Synem.
Kiedy staję nad grobem mojej samotnie mnie wychowującej mamy, która odeszła do Pana zanim jeszcze ukończyłem szkołę średnią, myślę sobie – i ty matuś i ja jesteśmy kimś szczególnym. Nie dla tego miasta i jego mieszkańców, nie dla ludzi, ale dla Pana, który ciebie wezwał do macierzyństwa, a mnie, twojego, a nade wszystko Jego syna, do kapłaństwa.
Puentując – i ty jesteś kimś wyjątkowym i szczególnym. Nawet wówczas, gdy w twoim mieście nikt już cię nie rozpoznaje, a ty sam nie jesteś w stanie odnaleźć tam swojej młodości. Wszystko się zmienia, ale jedno nie – oczy patrzącego na ciebie Boga. Ukryj się w Jego spojrzeniu, zwłaszcza wtedy, kiedy masz poczucie, że pewne rzeczy minęły… Bezpowrotnie.
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie