Najdłuższa spowiedź, której wysłuchałem trwała sześć i pół godziny. Emocje, łzy, bolesne historie… Ale z jaką czułą radością mogłem wypowiedzieć te słowa – dziecko, odpuszczone są twoje grzechy… I z jaką ulgą, i wdzięcznością te słowa zostały przyjęte. Bo ten, kto ma poczucie grzechu, doskonale rozumie to ewangeliczne słowo.
Paraliż – oto właśnie skutek grzechu. Paraliż, który nie pozwala drgnąć, podnieść głowy, który zubaża życie, odbiera samodzielność. Ktoś taki musi być zaniesiony.
Wiedzieli o tym pokutnicy w dawnych czasach Kościoła, kiedy pokuta miała charakter publiczny. Po Liturgii Słowa wypraszani na zewnątrz (bo Eucharystii nie wolno im było spożywać), stali pod świątynią i błagali wychodzących o modlitwę za siebie. Spragnieni, aby ktoś ich zaniósł tam, gdzie sami dojść nie mogli… Do tronu Najwyższego…
Czasem sobie myślę, że najsilniejsze w Kościele są stare kobiety, nazywane czasem ironicznie czy wręcz szyderczo „moherowymi beretami”. Iluż sparaliżowanych biedaków one już Jezusowi naznosiły! I wciąż wciągają następnych, na linach swoich różańców. I wciąż spuszczają ich przed naszego Pana na sznurach szeptanych modlitw. Pochyl przed nimi czoło, bo może i ciebie kiedyś zaniosą. Kiedyś, kiedy sam już podejść nie zdołasz…
o. Maciej Nowak OFM Conv
Source: czytanie