Niewiele jest zawodów, które tak bardzo straciły na znaczeniu, jak nauczyciel. W kwestii szacunku dołączają oni powoli do księży. A za chwilę powitamy w naszym gronie lekarzy. Czy naprawdę wszystko można skwitować słowami – zasłużyli sobie na to? No bo nie umieją uczyć, stawiają idiotyczne wymagania, zlecali prace domowe raczej rodzicom niż uczniom i ośmielali się czegokolwiek wymagać od dzieci, które przecież zmęczone są dziś nawet oddychaniem. Więc usprawiedliwiano niegdyś tych, którzy nauczycielowi wkładali śmietnik na głowę, a dziś braki kadrowe są widoczne gołym okiem. Wszędzie, gdzie tym okiem sięgnąć, więcej mówi się o prawach ucznia niż o jego obowiązkach. A Jezus dziś w swoim, staroświeckim stylu, mówi o relacji między uczniem i nauczycielem. Jeden jest przewodnikiem, bo ma wiedzę i doświadczenie, drugi daje się powadzić i choć czasem swego belfra wyprzedzi, to nigdy nie zapomina kto i komu tu więcej zawdzięcza. Ale tak było dawniej… Dziś coraz częściej słyszymy deklaracje tych, którzy „sami doszli do wszystkiego”. Zawsze im odpowiadam, że gdyby nie mamusia to nie wiedzieliby do czego służy łyżka, a do czego sedes i mogliby, nieboraki, pomylić jedno z drugim. Słyszę więc w tej Ewangelii wielkie wezwanie do pokory. Do bardzo realistycznego spojrzenia na siebie i uznania, że jednak nie wiem wszystkiego – ani o prawach rządzących tym światem, ani o tym, co kryje się w sercu drugiego, ani o tym, jak rozwiązać problemy wagi państwowej (skoro swoich własnych nie potrafię rozwiązać latami). I dobrze jednak mieć nauczycieli. Innymi słowy – słuchać, a nie tylko mówić i zdawać sobie sprawę, że ktoś inny może wiedzieć ode mnie więcej. A jeśli jeszcze ma ochotę się dzielić ze mną tą wiedzą, to zasługuje na wdzięczność. Pierwszym Nauczycielem, przed którym skłaniam dziś głowę jest nasz Pan Jezus Chrystus. Ale u progu nowego roku szkolnego przed wszystkimi nauczycielami uchylam kapelusza. Wasza misja trwa i oby wokół Was było całe mnóstwo tych, którzy ją cenią.
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie