Jezus rusza w drogę. Nie zatrzymał się na długo w domu przywódcy Faryzeuszów, tam tylko w Szabat spożył posiłek. Jezus do Jerozolimy nie idzie sam. Ewangelista Łukasz zapisał, że tłumy szły za Jezusem, czyli idą ci, którzy pragną stawać się uczniami. Jezus powołując uczniów mówi do każdego: „pójdź za mną”.
Tutaj następuje bardzo ważny moment, bo Jezus odwraca się do tych ludzi, którzy za nim idą i zaczyna się umacnianie uczniów, stawianie konkretnych wymagań: „kto nie ma w nienawiści swoich najbliższych, ten nie jest mnie godzien”. Bo jeżeli w naszym życiu postawimy kogoś w miejsce Boga, zaczynamy tą osobę ubóstwiać.
Jezus na krzyżu pokaże co znaczy miłować Boga całym sercem, całą duszą i całym swoim umysłem. Na skroniach będzie korona cieniowa, serce będzie przebite, a ręce i nogi do krzyża przybite. Jeśli ja chcę iść za Jezusem to muszę wejść w doświadczenie Jego miłości. Uczę się miłować Boga nie byle jak, ale całym sercem. Idąc za Jezusem uczymy się dźwigać nasze życie.
Jezus zbawca człowieka. Nie jego części, nie jakiegoś fragmentu, ale całości, tego co boli i tego co raduje, i w tym wszystkim potrzeba nam bardzo daru rozeznania. Czy mamy fundusz na budowę wieży, czy jest w ogóle w nas Duch rozeznania? Czy tocząc walkę duchową, jest we mnie Duch Pana?
Jezus wspomina o tych, którzy mogą z niewielką liczbą żołnierzy pokonać większość. Okazuje się że w naszej polskiej historii były takie bitwy, gdzie nas było niewielu, a pokonywaliśmy przeciwnika o wielokrotnie silniejszego, ale tutaj bardziej trzeba się zastanowić, czy w walce duchowej chcę oprzeć się na Jezusie, na mocy Jego Ducha?
Jeżeli chcę istotnie iść za Nim, za Nim podążać, to warto zapamiętać to ostatnie zdanie tej dzisiejszej Ewangelii: „nikt z was, jeśli nie wyrzeknie się wszystkiego, nie może być moim uczniem”.
Czy pragnę być uczniem Jezusa w myśleniu, w działaniu, w kochaniu? Czy mam odwagę i siłę wejść w doświadczenie Jego miłości?
ks. Wenancjusz Zmuda
Source: czytanie