„Przyodziać się w moc Słowa”. To razem z Apostołami prosić Pana – dodaj albo może inaczej, mocniej – przymnóż nam wiary. I zawsze zaskakuje mnie kontekst tej Ewangelii. Szkoda, że nie ma go ujętego w czytaniach niedzielnych, bo Słowo konkretnie wymienia dlaczego potrzebuję wiary większej, albo na co potrzebuję wiary większej.
Jezus chwilę przedtem mówi do uczniów „niepodobna żeby nie przyszły zgorszenia”. Kiedy gorszę się sobą, albo grzechem drugiego człowieka, potrzebuję wiary większej, żeby ta sytuacja mnie nie zniszczyła.
Kiedy dane mi było być w Kafarnaum, patrzyłem na młyńskie kamienie. Nawet te najmniejsze wołały o moje nawrócenie. Gdyby znalazły się uwiązane u mojej szyi, zatonąłbym pod ciężarem mojego grzechu.
Słowo mówi dalej „uważajcie na siebie”. Potrzebuję wiary większej, kiedy przychodzi mi upomnieć się o brata i przebaczyć drugiemu, jeśli żałuje. Na doświadczenie przebaczenia i miłosierdzia, potrzeba wiary większej, żeby nie było „oko za oko i ząb za ząb”.
Potrzebuję wiary większej, żeby, jak mówi ta Ewangelia, zmieniły się relacje między nami.
I o tym opowiada sytuacja, kiedy sługa wraca do domu po całym dniu pracy na roli. I w tym świecie starożytnym, gdzie często sługa był własnością pana, Jezus mówi o słowie, które zmienia relacje. Następuje nieoczekiwana zamiana miejsc, bo oto mamy pana, który służy, pana, który dziękuje słudze, za to co wykonał.
Tutaj także potrzeba wielkiej wiary, żeby relacje między nami stawały się bardziej Boże, to znaczy bardziej ludzkie.
ks. Wenancjusz Zmuda
Source: czytanie