Ewangelia o faryzeuszu i obmywaniu naczyń dotyka stałej pokusy ucieczki w pozór…, formę…, i iluzję. Czystość zewnętrzna staje się dla nas parawanem, za którym próbujemy ukryć to, co niepokojące i zepsute we własnym wnętrzu. Zdumiewająca jest ta ludzka skłonność do dbania o wizerunek…, poprawność gestów…, i zachowanie religijnych pozorów…, – podczas gdy wnętrze kielicha, – nasze własne serce, – pozostaje pełne zdzierstwa…, egocentryzmu…, i niegodziwości.
W codziennym życiu nikt, myjąc naczynie, nie zaczyna od jego zewnętrznej strony, pozostawiając w środku brud i osad. A jednak w wymiarze duchowym nieustannie ulegamy tej absurdalnej fikcji. Prawdziwy problem człowieka nigdy nie leży w tym, co dotyka go z zewnątrz, – lecz w tym, co wychodzi z jego serca. Zewnętrzne obmycia i rytuały nie są w stanie przemienić głębi naszej duszy. Dają jedynie złudne poczucie poukładania, – odseparowując nas od prawdy o własnej nędzy i słabości.
Chrystus wskazuje jedyny ratunek przed tą wewnętrzną hipokryzją: dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a wszystko będzie dla was czyste. Prawdziwe oczyszczenie nie dokonuje się przez zachowywanie przepisów, ale przez jałmużnę, która naprawdę kosztuje, – przez złożenie w darze tego, co nosimy w głębi serca. Tylko wydanie tego, co w nas najcenniejsze…, najbardziej ukryte…, i kosztowne…, – kruszy pancerz samowystarczalności i otwiera nas na Boże miłosierdzie oraz na drugiego człowieka.
o. Marcin Ciechanowski OSPPE
Source: czytanie