Jesteś dla mnie nikim… Usłyszeć takie słowa, to jedno z największych zranień, które można przeżyć, zwłaszcza jeśli słowa te pochodzą od ważnej dla nas osoby. Mają one zresztą całkiem sporo złagodzonych wariantów – nigdy nic nie osiągniesz, nic z ciebie nie będzie, po co ja cię urodziłam?, jesteś wyłącznie ciężarem… Nawet jeśli są to słowa wypowiadane w emocjach, nie zmienia to niestety ich siły rażenia. A my często nabywamy olbrzymiej potrzeby potwierdzania swojej wartości w ludzkich oczach. Wówczas każdy człowiek, który jest gotów nas przyjąć i okazać nam serce, jest dopuszczany bardzo blisko. Na tym zaś niestety żerują wszelkiej maści drapieżnicy…
Z Jezusem jest inaczej. Swoje ludzkie poczucie wartości buduje On wpatrując się w oczy swojego Ojca. Na Niego zresztą zwraca naszą uwagę nieustannie. A kiedy pyta – za kogo mnie uważacie? – to nie robi tego ze względu na siebie, ale ze względu na uczniów. To oni mają Go w sobie nazwać, umiejscowić, dookreślić. Od tego bowiem zależy cały proces budowania relacji. Kim jesteśmy dla siebie nawzajem? Co zamierzamy razem stworzyć?
Nasze odpowiedzi bywają różne – bardziej kwieciste, rozbudowane, napuszone, a czasem skromne, ciche, nieśmiałe nieco i krótkie. Tymczasem Bóg mówi nam wszystkim przez proroka Ezechiela – Żyj! Rośnij! (Ez 16, 6-7). A Jezus klęka i myje nam nogi… Taki jest nasz Bóg, dla którego moje istnienie, życie, szczęście i świętość są „wszystkim”. A moje „wszystko”? Powiedzieć człowiekowi – jesteś dla mnie wszystkim, to zranić go, nakładając nań odpowiedzialność, której udźwignąć nigdy nie zdoła… Na takie określenie zasługuje wyłącznie Bóg. Tylko czy zgodnie z prawdą mojego serca mogę Mu to dziś powiedzieć – jesteś dla mnie wszystkim???
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie