W latach dziewięćdziesiątych oglądaliśmy namiętnie serial „Doogie Howser, lekarz medycyny” o genialnym czternastolatku, który skończył medycynę i próbował łączyć dorosłe życie zawodowe z typowymi problemami nastolatka. Na naszym przaśnym wciąż rynku telewizyjnym, było to coś, co przyciągało do ekranów. Trochę podziwu, trochę zazdrości, lekki powiew innego świata. Ale zwykle, kiedy spotykamy „małego dorosłego”, czyli dzieciaka, który mówi o rzeczach, o których naszym zdaniem nie może mieć pojęcia, to albo nas to bawi, albo budzi niesmak. Mawiamy – coraz bardziej przemądrzałe te smarkacze… A im mniej wiedzą, tym chętniej się wypowiadają.
Dziś patrzymy na Jezusa w świątyni. Dwunastolatek, którego słuchają tęgie umysły Izraela i dziwią się mądrości, z którą przemawia. Żydowska religijność była nastawiona na słuchanie. Mniej ważne było kto mówi – ważniejsze co mówi, bo Bóg potrafi zaskakiwać w wyborze swoich posłańców. Na gruncie katolickim przypominał o tym choćby święty Benedykt, który w swojej Regule zalecał wysłuchanie najmłodszego w klasztorze. Bo może się okazać, że to właśnie jego głos będzie tym najważniejszym.
Zakładam, że dość rzadko myślimy o dwunastoletnim Jezusie jako naszym Nauczycielu. Widzimy Go raczej jako dojrzałego mężczyznę, który z głębi Boskiego serca, w ludzki sposób wyraża arcyważne prawdy. I jakie to ma znaczenie dla nas? Łapie się ciągle na tym, że powtarzam – o tak, masz rację Panie Jezu, tak nam trzeba żyć. Zamykam Księgę i… nadal powtarzam sobie, że nie mam siły, że na razie nie zdołam, że jeszcze nie dojrzałem… Chrześcijaństwo jęcząco – stękające. Bo wiem, że decyzje o zmianie wymagałyby trudu i dużego zaangażowania z mojej strony.
Może więc jednak słucham(y) Go jako dwunastolatka? Z dość pobłażliwym uśmiechem zadając sobie pytanie – skąd On to wie? Ale bez zamiaru wcielania Jego słów w nasze życie. A to już sytuacja dość dramatyczna…
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie