Rozważanie na poniedziałek, 7 września 2026

Aby wypełnić szczegółowe nakazy powstrzymania się od wszelkiej aktywności mogącej mieć znamiona pracy, którymi to nakazami faryzeusze i uczeni w Piśmie opletli trzecie przykazanie Dekalogu, nie trzeba mieć sprawnej prawej ręki. Co więcej, by nie działać nie trzeba mieć rąk w ogóle. Autorytety religijne Izraela mogły czuć się usatysfakcjonowane stanem zdrowia człowieka z bezwładną ręką, gdyż nie był w stanie przekroczyć zakazów Prawa. Jezus patrzy na tę sytuację dużo szerzej. Deficyt w postaci chorej ręki ogranicza tego człowieka w czynieniu dobra, w wypełnianiu przykazania miłości. A to właśnie takie działanie jest sposobem, w jaki ludzie oddają chwałę Bogu.
Uzdrowienie chorego wpisuje się w naturę szabatu, który ma być dniem szczególnego uczczenia Boga. Mając obie ręce sprawne można uczynić zdecydowanie więcej dobra i okazać dużo więcej miłości niż z jedną ręką. Uzdrowiony najpierw sam doświadczył Bożej miłości, co bez wątpienia napełniło go wdzięcznością. W konsekwencji odzyskanego zdrowia zdobył także możliwość dobrego działania w pozostałe dni tygodnia. Na pewno od tego dnia, w którym Jezus kazał temu człowiekowi „wyciągnąć” niesprawną rękę, szabat i spotkanie wspólnoty w synagodze kojarzył się będzie z dniem szczególnej Bożej łaskawości.
Wyciągnięta ręka pozwoliła zebranym ujrzeć jak dobry jest Bóg. Z drugiej strony pozwoliła też uzewnętrznić faryzeuszom i uczonym w Piśmie ciemną stronę ich serc i myśli. Od tego szabatu wyciągnięta ręka uzdrowionego będzie mogła być do końca jego życia przedłużeniem ręki kochającego Ojca w niebie. Nosząc w sercu dzisiejszą scenę z synagogi patrzmy na nasze ręce jako na nasz osobisty kapitał, dzięki któremu możemy być w naszym działaniu przedłużeniem ręki kochającego Ojca.
ks. Adam Łuźniak

Source: czytanie