„A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich”.
Zatrzymać Jezusa. Mieć go dla siebie. Tylko dla siebie. Nie dzielić się Nim z nikim innym. Zazdrośnie Go posiadać. On jest mój. Jest dla mnie. Mam Go, żeby o mnie dbał, żeby czynił cuda dla mnie i to takie, jak sam sobie wymyślę. Bo przecież to ja i tylko ja wiem najlepiej czego mi potrzeba. Tylko ja wiem świetnie (naprawdę świetnie!) jacy powinni być inni, co powinno się w nich zmienić, kiedy i w jaki sposób.
Zatrzymać Jezusa. Mieć Go. Posiadać. Żeby czynił to, co chcę i dokładnie tak, jak ja chcę. Zatrzymać Jezusa, uwięzić Go, posiąść, zniewolić, żeby mi służył. Żeby był na każde zawołanie… A Jezus…? Rzeczywiście nie przyszedł po to, aby Jemu służono, lecz aby służyć… Aby służyć! On jest tym, który w niewolniczym geście pada do stóp człowieka i myje mu nogi. Bo On rzeczywiście przyszedł, aby służyć, ale nie tak jak cyrkowy artysta… On przyszedł aby służyć i… dać swoje życie… On daje swoje życie na okup za wszystkich, za każdego. Ty chcesz zatrzymać Jezusa, żeby służył tobie w tym życiu, a On przychodzi, żeby… służyć, ale tak, aby uwieść ciebie dla swojego życia. Przyszedł i przychodzi, żeby wyrwać cię z twoich egoizmów i porwać cię w przygodę służenia innym. W przygodę ofiarowania swojego życia dla drugiego człowieka… Nie zatrzymuj Jezusa… Daj się Jemu porwać. Pozwól, aby cie uwiódł… Pozwól Mu…
o. Maciej Sierzputowski CSSp
Source: czytanie