Wśród letnich upałów woda, która gasi pragnienie, zupełnie inaczej smakuje. Tym bardziej, jak taką wodę można otrzymać za darmo. A jeszcze, jak weźmiemy poprawkę, że chodzi o Bliski Wschód, gdzie woda jest skarbem, to zupełnie inaczej smakują słowa proroka.
„Przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy”. Oto Pan otwiera swą rękę i karmi nas do syta. I zaprasza, żebyśmy odnaleźli się pośród tego tłumu ludzi, który słucha Jezusa, za który Jezus bierze odpowiedzialność i tej odpowiedzialności uczy swych uczniów.
Po śmierci Jana Chrzciciela Jezus udaje się na pustkowie osobno. A ludzie za Nim idą. I lituje się nad nimi, bo oni są jak owce niemające pasterza. I uczy swych uczniów odpowiedzialności za drugiego człowieka, kiedy do nich mówi: „Wy dajcie im jeść”.
Czasami, myśląc o pomocy drugiemu człowiekowi, czekamy na złote góry, na wygraną w totolotka, na zmianę rządów, na spadek po babci. Jezus robi coś zupełnie innego. Nie czeka na złote góry. Bierze to, co jest, to, co Mu dają: pięć chlebów i dwie ryby. Nie przekreśla ich, a błogosławi.
Mamy tutaj użyte całe słownictwo eucharystyczne. Jezus spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleb i dał uczniom. Po co? Żeby zanieśli ten chleb innym.
Zostało dwanaście koszów pełnych ułomków. Po tym szczególnie rozpoznajemy, że to rozmnożenie chleba ma miejsce na brzegu Galilejskim, że to rodzi się Nowy Izrael, rodzi się Kościół, aby brać odpowiedzialność za drugiego człowieka.
ks. Wenancjusz Zmuda
Source: czytanie