Niech ożyje serce szukających Boga. Aby ono naprawdę ożyło, potrzeba nieustannie głosu prorockiego. Trzeba ten głos w sobie pielęgnować, wsłuchiwać się w niego, aby nie zamilkł.
Oto odrzucony Jeremiasz. Oto skazany na śmierć Jan Chrzciciel. A przy tym pojawiają się jeszcze pytania o Jezusa, bo do uszu tetrarchy Heroda docierają wieści o Nim. I poznajemy, w ten sposób, historię stracenia Jana Chrzciciela.
Po ludzku jest to sytuacja makabryczna. Nastolatka żąda głowy dorosłego człowieka. Nastolatka, która nie ma własnego zdania, powabna i uwodzicielska, zawróciła w głowie Herodowi Antypasowi.
Król, który nie ma własnego zdania, a może inaczej – który nad swoim zdaniem nie panuje. Otumaniony alkoholem, owładnięty żądzą, nie wie, co mówi. Tymczasem prorok Jan Chrzciciel przypomina mu, że słowo Boga obowiązuje wszystkich.
Także ciebie, który nosisz na głowie królewski diadem. Nie wolno ci mieć żony swego brata.
Ten, który nie miał żony, ani dzieci – Jan, prorok z pustyni – umiera jako strażnik świętości małżeństwa. To niezwykła historia.
Na kartach Ewangelii Jan zostaje nazwany w przepiękny sposób. Jest głosem, bo Słowem jest Chrystus. Jest lampą, bo Światłem jest Chrystus. Jest przyjacielem Oblubieńca. A sam Jezus mówi o nim, że jest Eliaszem.
Powtórne przyjście Eliasza było dla Żydów czasów Jezusa znakiem, że rozpoczął się czas mesjański, że Bóg przychodzi, aby zbawić swój lud.
ks. Wenancjusz Zmuda
Source: czytanie