Serce człowieka jest nienasycone. Wciąż potrzebuje paliwa dla wiary. I często cierpi na sklerozę – niepamięć o tym wszystkim, co Bóg już raczył dla człowieka uczynić. I stawia Boga „do raportu”. To On ma nieustannie udowadniać swoją miłość, zainteresowanie, troskliwość. A kiedy w jakiejś chwili robi się gorzej, to oczywiste przecież, że Bóg nas porzucił. A kto wie czy On w ogóle istnieje. Bo przecież, gdyby istniał… My mamy prawa, On ma obowiązki. Nam wolno żądać, On ma się cieszyć minimalnym zainteresowaniem, które Mu okazujemy. My na każdym kroku mówimy Mu „sprawdzam”, ale Jemu tego robić nie wolno. My możemy wołać „Boże, gdzie jesteś”? Ale On niech zapomni o pytaniu „Adamie, gdzie jesteś”?
Jeśli… To takie słowo, które chyba w uszach naszego Pana brzmi smutno… Jeśli to ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie… Jeśli nie włożę palca w ślady gwoździ, nie uwierzę… No to teraz Panie możesz się wykazać. A ja zobaczę i zdecyduje czy to będzie wystarczający dla mnie dowód… I nawet jeśli takim się okaże, to bądź gotów, bo już jutro może być potrzebny kolejny… To w końcu ja w tej relacji mam prawo stawiać warunki, czyż nie? I tak sobie możemy gawędzić, aż do… samej śmierci. Bo wówczas nastąpi przebudzenie – dla jednych niezwykle szczęśliwe, a dla innych szalenie bolesne.
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie