Bardzo mocno i wyraźnie rezonuje we mnie dzisiejsza Ewangelia. Jezus posyła… „Idźcie i głoście…”. Ja wiem, że jestem posłany. Jezus mnie posyła: „Idź! Głoś!”. Nie dlatego, że jestem kapłanem… dlatego, że jestem chrześcijaninem. Chrześcijańskie DNA to posłanie, to głoszenie. Nie chodzi o mądre nauki, trafne kazania, wysublimowane homilie. Chodzi o styl życia. Zgodnie z zasadą: „To jak żyjesz, krzyczy o wiele głośniej od tego, co mówisz”. Jestem posłany… No tak, tylko… ruszam w tę drogę? Podnoszę się z kanapy? Opuszczam moją wypieszczoną strefę komfortu? Hm, raczej różnie to bywa, z naciskiem na „różnie”. A przecież mam iść, przede wszystkim dlatego, że mi to dobrze robi, to mnie buduje, bo to przestrzeń doświadczenia, że Bóg jest blisko, że działa, że ta przygoda posłania odbywa się w Jego mocy. Dlatego mam iść odarty, właściwie bez niczego, bez środków, możliwości, autorskich pomysłów. Mam iść bez torby, bo głoszenia to nie działalność lukratywna, to nie kwestia zarabiania, wypychania kieszeni, gromadzenia środków. Mam iść bez dwóch sukien, bo głoszenie musi odbywać się w prawdzie, bez dwulicowości, udawania, odgrywania wyuczonych ról, w szczerej słabości, kruchości, niewystarczalności. Bo to w mojej nędzy i słabości, nie w sile, ale właśnie w słabości objawia się w sposób doskonały moc Boga. Mam iść bez sandałów, bo mam iść powoli, dając braciom możliwość zatrzymania mnie, zaabsorbowania ich życiem, ich utrudzeniami, zmaganiami, ich, często niełatwą historią. Mam iść bez laski, bez tego atrybutu siły, władzy, w uległości tego, który służy nie wywyższając się w niczym, nikogo do niczego nie zmuszając.
Mam iść.
Idę…?
Niestety…, różnie to bywa…
A Bóg pomimo wszystko mnie kocha i… nieustannie posyła…
o. Maciej Sierzputowski CSSp
Source: czytanie