Bycie solą ziemi, – to obraz do nadawania smakowi naszemu istnieniu, które bez Boga staje się jedynie pokarmem bez smaku, jałowym i pozbawionym głębi. Sól chroni przed rozkładem, jaki niesie ze sobą grzech, niszczący autentyczność relacji ze Stwórcą. Jeśli chrześcijanin traci tę więź, staje się emigrantem własnego istnienia, niezdolnym do pełnienia swojej misji w świecie.
Światło, którym mamy emanować, nie pochodzi z nas samych, lecz jest odbiciem oblicza Chrystusa, który jaśnieje w duszy jak słońce. Jesteśmy niczym „kawałki zwierciadła”, które mają za zadanie przechwytywać blask Bożej miłości i wysyłać go dalej, ku innym. Nie wolno ukrywać tego światła pod korcem lęku, wstydu czy ulegania opiniom świata, ponieważ zakopywanie daru łaski jest duchową stratą porównywalną do zmarnowania otrzymanego talentu.
Aby lampa naszego życia nie zgasła w ciemnościach nocy, potrzebujemy oliwy intymnej zażyłości z Jezusem na modlitwie i w sakramentach.
Miasto położone na górze, – to obraz życia przejrzystego, pozwalającego innym dostrzec Boga działającego nas. Nasze dobre czyny nie mogą służyć budowaniu własnej chwały, ale niech będą jak pieluszki słowa Bożego, którymi owijamy drugiego człowieka. W świecie pełnym osamotnienia, możemy być znakiem nadziei tylko wtedy, gdy jego życie, promieniuje blaskiem zmartwychwstania a każdy mały odruch dobroci jest inwestycją w wieczność, sprawiającą, że ludzie patrząc na nas, mogą odnaleźć drogę do Ojca, w którego źrenicach jesteśmy zapisani na zawsze.
o. Marcin Ciechanowski OSPPE
Source: czytanie