Czy chrześcijanin to ktoś, kto na widok krzyża klaszcze w dłonie i krzyczy – nareszcie!!!??? Raczej nie… Wprawdzie bywali tacy męczennicy, którzy wyrażali głęboką, przemyślaną i wymodloną zgodę na cierpienie, które miano im zadać. Święty Ignacy Antiocheński pisał – Pszenicą jestem Bożą, a zmielony zwierzęcymi zębami, okażę się czystym chlebem Chrystusa. Ale dziś Chrystus mówi jasno do Piotra – poprowadzą cię tam, dokąd nie chcesz. Masz prawo nie chcieć. Masz prawo się bać. Masz prawo się chronić (Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego Mt 10, 23). Ale jeśli kochasz, to może nadejść taki dzień, kiedy twoja miłość zostanie zaproszona do wypowiedzenia ostatniego słowa, do wyraźnego i głośnego świadectwa. Ty znikniesz, ale miłość pozostanie (Raczej zachęcajcie zwierzęta, aby stały się dla mnie grobem i nie pozostawiły nic z ciała mego, bo nie chciałbym po śmierci przyczynić komuś kłopotu. Wtedy będę naprawdę uczniem Jezusa Chrystusa, kiedy nawet ciała mego świat widzieć nie będzie -pisał wspomniany święty Ignacy). I na to musisz być gotowy – umrzeć z miłości. Nie jesteś? To samo nie przyjdzie… To efekt dojrzewania. Upadków i powstań. Świadomego budowania więzi z Jezusem. Rozpoznawania swojej kruchości i umacniania się w Nim. Żyj tak, abyś śmiercią ostatecznie uwielbił Boga. Bo umrzesz… Pamiętasz o tym?
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie