Rozważanie na wtorek, 28 kwietnia 2026

Sceneria portyku Salomona podczas święta poświęcenia świątyni, w której Jezus toczy rozmowę z Żydami, jest pełna symbolicznego mroku i chłodu. Jest zima, a pytający domagają się jasnych deklaracji, czy Jezus jest Mesjaszem, choć On już wielokrotnie dawał im dowody swojej mocy i miłości. Jezus jednak nie wchodzi w jałowe dyskusje, lecz wskazuje na fundamentalną różnicę między tymi, którzy do Niego należą, a tymi, którzy pozostają na zewnątrz Jego owczarni. Kluczem do zrozumienia tej tajemnicy jest rozróżnienie między słuchaniem „słowa” a rozpoznawaniem „głosu”. Podczas gdy słowo jest nośnikiem treści, którą można poddać intelektualnej analizie, głos jest czymś bardziej intuicyjnym i osobistym, co budzi zaufanie nawet wtedy, gdy rozum błądzi w ciemnościach. Być owcą Chrystusa to znaczy posiadać tę szczególną wrażliwość serca, która pozwala iść za Nim „na ślepo”, wierząc Mu bardziej niż własnym lękom czy przekonaniom.
Obietnica, że nikt nie wyrwie wierzących z ręki Jezusa ani z ręki Ojca, daje nam poczucie absolutnego bezpieczeństwa, przypominając, że dłonie Boga nie tylko stwarzają świat, ale i czule ochraniają człowieka. W języku hebrajskim pojęcie „wyrywania z ręki” koresponduje z określeniem pieszczotliwego obejmowania dziecka. Bycie w ręku Boga to rzeczywiste doświadczenie nieba i najtroskliwszej Jego opieki.
Jeśli sami nie wyrwiemy się z Bożych dłoni, pozostajemy w najbezpieczniejszym miejscu we wszechświecie, gdzie każda nasza słabość jest ogarnięta mocą Boga, któremu bardziej zależy na naszym życiu niż nam samym.
o. Marcin Ciechanowski OSPPE

Source: czytanie