Powiedziano przodkom… Ale czy nam? Przecież rozwój ludzkości i społeczeństw zakłada weryfikację dawnych praw i zastępowanie ich nowymi, których domaga się zmieniająca się sytuacja. Kiedyś „jedno pokolenie” oznaczało jakieś dwadzieścia lat, dziś, mówią, że jakieś pięć do siedmiu. A każde pokolenie ma własny czas, każde pokolenie chce zmienić świat, każde pokolenie odejdzie w cień a nasze nie… – jak śpiewa zespół Kombi. Nasze nie? Ależ tak, odejdzie. Ale co nabroi, to następcy odziedziczą.
Mam bowiem wrażenie, że w żadnym wypadku nie mamy dziś do czynienia z tendencją do spojrzenia na prawo „po Bożemu” czyli w sposób maksymalnie motywujący ludzkie potencje moralne. Raczej łuskamy z przepisów wszystkie możliwe przywileje, wyjątki, casusy i na nich próbujemy zbudować naszą etykę współczesną. Okazuje się jednak, że nie da się tego zrobić na bazie samych przywilejów. Potrzeba jeszcze obowiązków i to z żelazną konsekwencją przestrzeganych.
Obniżanie poprzeczki w tym względzie ludzkości nie służy, a brzęk rozbijanych, młodzieżowych marzeń o byciu influencerem z zawodu i „trzepaniu grubej forsy” bez wysiłku, wybrzmiewa już niemal tak samo głośno jak brzęk rozbijanych aut w konsekwencji wyznawania starej zasady – co, ja nie pojadę po trzech piwach? Ja nie pojadę? To patrz na to…
Moja zmarła dawno temu mama, powtarzała – jeśli masz już czymś ten świat zaskoczyć, to zaskocz go czymś mądrym… Dziś dodam od siebie – … a nie głupawym lekceważeniem czy selektywnym przestrzeganiem ważnych praw. Zbyt dużo jest do stracenia. A „zysk” ziemski? Bezprawny? Spłacać całą wieczność? Chyba nie warto…
o. Michał Nowak OFM Conv
Source: czytanie